HELP PSC! DONATE TODAY!

CLICK HERE
22 SUNDAY OUR EVENTS

SIGN UP FOR NEWSLETTER

BECOME A MEMBER

CLICK HERE
15.06.18
Przyjmujemy zgłoszenia kandydatów do: Rady Dyrektorów i Komisji Rewizyjnej
Komunikat prasowy Centrum Polsko-Słowiańskiego. More»


NEWS

12.18.2017

Dyplomata z duszą muzyka

Mateusz Gmura od trzech miesięcy pełni rolę wicekonsula w Referacie ds. Współpracy z Polonią i Dyplomacji Publicznej. Czytelnikom „Echa Polonijnego” tuż przed świętami Bożego Narodzenia opowiada o tym, co jest najważniejsze w jego życiu prywatnym oraz uchyla rąbka tajemnicy, jak zmienił zawód z nauczyciela na dyplomatę. Foto: Mateusz Gmura (z prawej) z konsulem generalnym Maciejem Golubiewskim oraz eurodeputowanym profesorem Zdzisławem Krasnodębskim.

- Jak zaczęła się pańska przygoda z dyplomacją i pracą w Nowym Jorku?

- Przez ostatnie 10 lat pracowałem jako nauczyciel języka angielskiego w II Liceum Ogólnokształcącym w Lesznie w Wielkopolsce, którego dyrektorem jest Krystyna Łasowska, oraz jako tłumacz języka angielskiego, gdyż zasadniczo translacja jest moim źródłowym wykształceniem zawodowym. Filologię angielską ukończyłem na Uniwersytecie Wrocławskim, a dopiero później przygotowałem się pod kątem stricte pedagogicznym. To, że obecnie pełnię rolę konsula w Nowym Jorku, jest kwestią pozytywnego zrządzenia losu i troski opatrzności. Podczas jednej z wizyt ambasadorów, którzy przyjechali odwiedzić Polskę i trafili do mojego rodzinnego miasta – Leszna, byłem ich przewodnikiem i tłumaczem. Wówczas też otrzymałem od Pana Ministra Jana Dziedziczaka – Sekretarza Stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych propozycję objęcia stanowiska konsula w NYC. Praca w dyplomacji to przełomowe wydarzenie w moim życiu i możliwość przejścia do nowego etapu zawodowego. Nie jestem typem człowieka, który wytrzymuje długo w jednym miejscu, a 10 lat pracy w szkole to długi okres i pomyślałem, że skoro pojawiło się takie wyzwanie – wezwanie do służby – to trzeba je podjąć – zamknąć jeden etap życia i zacząć coś nowego, innego, ale równie dobrego dla ojczyzny.

- Trudno było Panu podjąć decyzję o kompletnym przemeblowaniu swojego ułożonego w Polsce życia?

Myślę, że nie, ale nie była to pochopna decyzja. Pamiętam ten dzień, kiedy wróciłem do domu i o propozycji powiedziałem żonie. Po przeanalizowaniu sprawy postanowiliśmy, że zmieni-my coś w swoim życiu, choć będzie to ogromnym wyzwaniem dla naszej całej czwórki. I tak wspólnie podjęliśmy decyzję, że podejmę się zadania, rozpocznę proces wielomiesięcznych szkoleń i kursów, które zakończone będą dwuetapowym egzaminem, po zdaniu którego można dopiero zostać konsulem i wyruszyć na placówkę dyplomatyczną.

- A jak wygląda proces rekrutacji na stanowisko konsula?

Proces rekrutacji trwa sześć miesięcy i składa się z ćwiczeń, wykładów oraz rozmaitych szkoleń i kursów, na których kandydaci na konsulów przyswajają zagadnienia prawa polskiego i międzynarodowego spisane w licznych ustawach, rozporządzeniach, konwencjach i rezolucjach. A wszystko po to, aby mogli we właściwy sposób pełnić swoją rolę konsula w danym kraju, do którego wyjadą na placówkę dyplomatyczną. Więc kiedy podjęliśmy wspólnie z małżonką decyzją, że spróbuję swoich sił w dyplomacji, poprosiłem mojego ówczesnego pracodawcę o urlop bezpłatny i rozpocząłem wyjazdy do Warszawy celem przygotowań. Czasem jeździłem nawet dwa razy w tygodniu.

- A na czym dokładnie polega Pana praca?

Zakres moich obowiązków to współpraca z Polonią i dyplomacja publiczna. Każdy z konsulów jest na kontrakcie czasowym, więc każda kadencja jest inna, ponieważ inni ludzie ją współtworzą – jest stała rotacja. Nasze zadania statutowe jednak pozostają takie same. Na pierwszym miejscu jesteśmy tutaj po to, aby pomagać Polonii, która mieszka na terenie naszego ośrodka konsularnego oraz aby nieść pomoc polskim turystom, którzy podczas wizyty znajdą się w tarapatach i będą potrzebowali pomocy konsularnej. Jako konsulowie jesteśmy na służbie i dbamy również o dobre imię Polski poza granicami kraju, gdy jest ono szkalowane, musimy działać. Do moich głównych obowiązków należy aranżowanie wizyt państwowych, organizacja imprez polonijnych, których nasz konsulat organizuje dużą ilość, oraz reprezentowanie Rzeczypospolitej Polskiej na spotkaniach zewnętrznych organizowanych z pomocą organizacji polonijnych w wielu amerykańskich instytucjach.

- Czy praca w dyplomacji jest dla Pana misją, służbą czy może zawodem?

- Myślę, że każdym po trosze. Na pierwszym miejscu postawiłbym jednak służbę Polsce, później misję, którą do spełniania mam w stosunku do ojczyzny jako konsul. W moim wypad-ku na samym końcu znalazłby się jednak zawód. Ale to dlatego, że w obecnej chwili mam jeszcze zbyt nikłe doświadczenie w roli konsula, aby mówić o tym, że praca w dyplomacji jest dla mnie profesją. W kategoriach zawodu mogą wypowiedzieć się konsulowie, którzy mają kilkunastoletnie doświadczenie, pracując na różnych placówkach i pełniąc stanowiska konsularne w różnych krajach o odmiennej specyfice geopolitycznej i kulturowej. Choć wszędzie tam oczywiście obowiązuje nas wszystkich to samo prawo konsularne i te same obowiązki.

- Do Nowego Jorku przyleciał Pan z całą rodziną?

Tak, do Wielkiego Jabłka przyleciałem wraz z żoną, która w Polsce była nauczycielką języka polskiego, oraz z dwoma synami. Starszy ma lat 14, a młodszy 3 lata. W Polsce, oprócz ukochanych dziadków, nasze dzieci musiały niestety zostawić swojego ulubionego czworonogiego przyjaciela. Kierownictwo osiedla, gdzie początkowo mieszkaliśmy, nie pozwoliło nam na trzymanie zwierzęcia. Więc mimo tego, że „Tofik” miał już wykupiony bilet, musiał zostać w Polsce. Obecnie zmieniliśmy już miejsce zamieszkania i możemy mieć psa, tylko teraz musimy znaleźć sposób, jak tego naszego „wyżła leszczyńskiego” – ukochanego kundelka przetransportować do Nowego Jorku.

- A co na wyjazd z kraju powiedzieli Pana synowie?

Dla młodszego, trzyletniego syna nie ma znaczenia, w jakim kraju mieszka, ważne, żeby dookoła byli mama, tata i starszy brat. Wyjazdowi początkowo sprzeciwiał się starszy syn. Jednak nie ma mu się co dziwić, jak każdy nastolatek przywiązał się do swoich przyjaciół w Polsce. Miał tam swoją pasję, którą była piłka nożna, a tu zaczyna wszystko od początku. Niemniej jednak nauka w szkole idzie mu wspaniale i mimo tego, że do Middle High School chodzi dopiero od trzech miesięcy, ma już swoich nowych przyjaciół, a czas i miejsce na soccer też się znajdzie.

- Podoba się Panu Nowy Jork?

Jestem zadowolony, że mogę tu mieszkać przez pewien czas. Nie ma chyba na świecie drugiego takiego miasta, które byłoby tak różnorodne. Nie miałem żadnych problemów z aklimatyzacją. Mimo tego, że w NYC jesteśmy pierwszy raz, to czuję się jakbym tutaj był od dłuższego czasu. Ostatnio stwierdziliśmy z żoną, że trzeba jednak tutaj się dopiero znaleźć, żeby przekonać się, czym tak naprawdę jest to miasto. W dzisiejszych czasach i ogólnym dostępie do internetu można sobie pogląd na temat Nowego Jorku w pewnym sensie wyrobić. Jednak dopiero pewne szczegóły, detale, odcienie kreślą specyfikę tego niezwykłego miasta. Wciąż je poznaję, bo jestem tu przecież dopiero od trzech miesięcy. Należy jednak pamiętać, że poza samą metropolią nowojorski okręg konsularny, a więc nasz teren pracy, obejmuje przecież aż jedenaście stanów północno-wschodniego wybrzeża USA. I wszędzie gdzieś tam mieszkają Polacy…

- A czy pełniąc rolę konsula ma Pan czas na rozwijanie swoich prywatnych pasji?

- Tak, oczywiście. Nie wyobrażam sobie tego inaczej – niezbędna jest równowaga. Uwielbiam jazz i klasycznego rocka, a z powodu Beatlesów zacząłem się uczyć języka angielskiego. Przyleciałem tu ze swoją gitarą basową, na której w Polsce w szkole grałem dość często – byłem tam też opiekunem szkolnego zespołu muzycznego „The Kopernix”. Teraz, gdy znajdę chwilę, ćwiczę w domu, grywam z podkładami z internetu i delektuję się miejscami, o których kiedyś mogłem poczytać tylko w książkach. Uwielbiam jazz powojenny, a przecież Nowy York to jazzu kulisy i scena zarazem, więc idąc tym śladem będę odkrywał miejsca, w których grywali Charlie Parker, John Coltrane, Miles Davis czy Herbie Hancock.

- Zbliżają się święta Bożego Narodzenia. Jak one będą wyglądały u Pana w rodzinie? 

Będą to pierwsze święta spędzone bez dziadków, cioć oraz wujków i poza domem rodzinnym – nie planujemy wylotu do Polski. Pewnie będzie masa krokodylich łez, jednak najważniejsze jest to, że spędzimy je w rodzinnym gronie. Wraz z żoną przygotujemy tradycyjną polską wieczerzę wigilijną, na której będzie zgodnie z polskim zwyczajem 12 potraw. Zobaczymy, czy uda się zorganizować karpia lub zupę grzybową… A co z prezentami? Czy już ma Pan coś upatrzone dla swoich najbliższych? Największym prezentem dla mnie będzie widok siedzących przy stole trzech uśmiechniętych i radosnych buzi. Moja rodzina jest moją małą ojczyzną, więc jej szczęście jest dla mnie najważniejszym prezentem.

- Na koniec bardzo proszę złożyć życzenia świąteczne Polonii za pośrednictwem "Echa Polonijnego".

- Wszystkim czytelnikom „Echa Polonijnego” życzę Błogosławieństwa Bożego w nadchodzącym czasie. Proszę, by każdy z nas pamiętał, że święta Bożego Narodzenia nie są świętem prezentów, choinki i suto zastawionego stołu, tylko są świętem narodzin Jezusa Chrystusa. Życzę duchowej wzniosłości oraz wszelkiej pomyślności w 2018 roku. Żebyśmy wszyscy byli pod opieką Boską, żeby nam się powodziło i żebyśmy mogli żyć w spokoju i pomyślności. Życzę powodzenia i do zobaczenia w nowym roku w Nowym Jorku.

Dziękuję za rozmowę,
Rozmawiała Agnieszka Granatowska

back

LOGOS

DFTA
KOSCIUSZKO
KONSULAT
PFK
UNIA
BOSTON
CENTRALA
BROOKLYN
KONGRES
INSTYTUT
PILSUDSKI
NYPD

 
 
 
 
CLICK HERE
pełny HTML | wersja mobilna